
Ten blog nie samymi Celtami żyje, a Phoenix Suns też przecież kibicami stoją! Ach te Amerykany, fantazyja u nich znaczna i minimalizmu nie uświadczysz wcale. Prawdziwy fan koszykówki do wglądu!
Choć nasza "Gortadzilla" trochę rządzi i rozgrywa najbardziej wyuzdany sezon w karierze, to niestety jego podwójne zdobycze nijak się mają do wyników drużyny. Zawadiackie 6 zwycięstw przy 11 porażkach (póki co) nikogo w Arizonie nie wprawia w spazmatyczny optymizm. Playoffs są w ich przypadku mało realne, chociaż w tej lidze niczego nie można być pewnym. Nie wymagajmy jednak zbyt wiele od ekipy Suns, a cieszmy się na potęgę tym, co wyprawia "Wielki Biały Ninja".

Mała dygresja warta podkreślenia. Nie sądziłem, że doczekam sytuacji gdy Polak będzie firmował swą gębą, jakiś hitowy pojedynek w najbardziej mocarnej lidze basketu. No i proszę, Pan Marcin zaczyna robić za gwiazdę nie tylko nad Wisłą. Polak z Niemcem polecają się i zapraszają na bój nie byle jaki. Chyba mamy prawo oczekiwać kolejnego "dabul-dabul", bo łatwo przyzwyczajamy się do dobrego. Wnioskuję również, że Gortatomania ponownie przybierze na sile gdy niebawem pęknie 30 punktów w meczu... To jest raczej nieuchronna kolej rzeczy!

Na odchodne polecam Wam wywiad z Marcinem Gortatem, który ukazał się na łamach dzisiejszego "Przeglądu Sportowego". Lektura wskazana!