W obliczu postępującej fascynacji basketem spod znaku NBA i piłką kopaną, zacząłem płodzić grafomańskie wersety!
Czytelniku Drogi nalej sobie odrobinę i pozwól mi zająć
Twą wysublimowaną uwagę przez dosłownie chwilę ...
Zawsze ceniłem koszykarski kunszt Kevina Duranta. Jego strzeleckie usposobienie sieje na ligowych parkietach spustoszenie. Durantula na boisku jest wszędzie i widzi wszystko. Z zimną krwią wykorzystuje marazm obrońców, a wszystko pozbawione jest gwiazdorskich cyrków z wyrzucanym w górę cukrem pudrem... Mało tego, zaryzykuję stwierdzenie, że podczas swej kariery zdobędzie więcej mistrzowskich pierścieni niż taki jeden LeBuffon z Heat!
Jednak jego radosna twórczość, która miała miejsce w czwartkowym meczu z Mavericks wprawiła mnie w dość solidnych rozmiarów osłupienie. Do końca regulaminowego czasu gry 1,4 sekundy, Dallas na prowadzeniu, piłka do Duranta i trójka z 9 metrów w sieci... Wow! Napiszę tak. Dla mnie Kevin jest prawdziwym, rasowym kotem, a może nawet i kocurem!
Miałem kiedyś sen. Kevin miał w nim na sobie zielony jersey Boston Celtics...
Świeżynka z wczoraj! Chyba powinniście zobaczyć co Kevin Durant wyprawiał podczas wizyty w legendarnym Rucker Parku. Jurek Killer przy nim to chyba Pikuś, Pan Pikuś.