No i lokaut stał się faktem. Władze NBA swoje, a zawodnicy swoje i zanosi się na kilkumiesięczny okres posuchy. Eurobasket u braci Litwinów we wrześniu, oby z zaciągiem zza oceanu bo poziom odpowiedni być musi. Mój koszykarsko usposobiony Coolega, ściąga najznakomitsze pośród znakomitych mecze archiwalne z Jordanem i paroma innymi czarodziejami kauczukowej pomarańczowej. Będzie więc powrót do przeszłości nierzadko opatrzony ekspresyjnym komentarzem Włodzimierza Szaranowicza i Ryszarda Łabędzia. Mam gęsią skórkę. Tak, tak, część z Was doskonale rozumie co odczuwam wspominając lata 90. Eh! Spuścizna jaką oferuje nam ta liga jest tak bogata i rozmaita, że nie ma mowy o nudzie. A czekanie na coś co się zdarzyć musi, czytaj start NBA jest wielce ekscytujące...

Tymczasem gdy tylko przestanie padać spotykamy się wesołym składem na pobliskim boisku i ... gramy w gałę! I love this game!

Jaki stan konta, taki stan ducha parafrazując klasyka, ale żeby pobierać pensję w milionach dolarów i jeszcze bez jakiejkolwiek skłonności do kompromisu gdy Stern prosi!? Grecy jedzą tylko chleb z masłem i z cukrem, a w NBA money money must be funny. No comments.