Wpisy z tagiem: Wisła Kraków Liga Europejska
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Życie wypełniają nam raczej dość przewidywalne sytuacje. Michał Wiśniewski po raz trzeci żeni się z miłości, w telewizji 5548 odcinek „Mody na sukces”, a Robert Biedroń w najlepsze okupuje poselską mównicę. Jednostajność egzystencji uodparnia nas na wszystkie gorące newsy, którymi jesteśmy zewsząd bombardowani, a bez których podobno nasza świadomość obejść się nie może. Kto z kim i za ile? Kwestia zupełnie mało ważna, do pewnego momentu jednak.
Niepostrzeżenie przychodzi taka grudniowa środa i dość przekonywująco uświadamia nam, że czasem trzepot skrzydeł motyla gdzieś na Filipinach, może postawić na głowie sytuację gdzieś na skrajnym równoleżniku. Dalej będzie już tylko o piłce nożnej, bo takie historie zdarzają się bardzo rzadko…
Dalej już poleciało jak w czechosłowackim pornosie, czyli pach, pach i po sprawie. My aplikujemy Twente 2 gole, oni nam 1, ale nadal jesteśmy w lesie. W Londynie, duńska armia zaciężna jakimś cudem strzela kontaktową bramkę, ale to gospodarze zdają się jednak kontrolować przebieg meczu. W 93 minucie meczu staje się nieprawdopodobne, a Odense dopełnia dzieła zniszczenia, remisując przegrane spotkanie. Fulham za burtą, Wisła w 1/16, a wszystko raczej z cyklu „no co ty, weź nie pier..l”. I tutaj wypada choć przez chwilę zająć pozycję neutralnego obserwatora i spróbować okiełznać te wszystkie dramatyczne okoliczności. To się przecież nie miało prawa wydarzyć, a jednak za sprawą jakiejś pomyślnej konstelacji gwiazd, Wisła prześliznęła się przez zatrzaśnięte już drzwi. Choć minęło już kilka dni, a w piątek los przydzielił polskim drużynom rywali, to mimo wszystko nadal te niewiarygodne okoliczności wprawiają w entuzjazm. Determinacja i wola walki, grających o czapkę gruszek zawodników z duńskiej wyspy była doprawdy imponująca. Co zrobiłaby Wisła w odwrotnej sytuacji, gdyby od ich umiejętności zależał los Odense? Grając z jakąkolwiek angielską drużyną przy stanie 0-2, nasi piłkarze myśleliby zapewnie o jak najszybszym zakończeniu meczu, a i straciliby (tak dla zasady) jeszcze jakieś bramki. Tym większy szacunek należy się zawodnikom z południowej Danii.
Kolejna karta w historii polskiego futbolu została dopisana i już na zawsze będzie świadectwem tego, że niemożliwe czasem staje się rzeczywistością. Huśtawka nastrojów, która towarzyszyła kibicom na stadionie przy ulicy Reymonta w Krakowie jest cudownie wymowna i żadne, najbardziej kwieciste metafory nigdy nie będą tego w stanie wyrazić. Rozpacz dumnych i pewnych swego zawodników Fulham Londyn po końcowym gwizdku dowodzi, że sport rządzi się swoimi prawami, a wszystkie nawet ekstremalne kalkulacje są tutaj bardzo niepożądane. Chciałbym, aby ta historia była piękną przestrogą dla naszej reprezentacji w obliczu czerwcowego turnieju. Dobrze jest liczyć na siebie i grać do końca, ale na całe szczęście Franciszek Smuda coś o tym wie…
Dygresja poboczna. Jeśli Łukasz Garguła po środowym trafieniu buczy coś w mediach, że on by chciał do kadry to ja go pozdrawiam i oznajmiam, że też bym chciał poparadować w reprezentacyjnym dresie i klapkach kubota. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Autor bloga.
Blogi, które robią mi dobrze.
Czytając tego bloga musisz wiedzieć, że:
Konkret meila napisz do mnie może.
Poopcooolturowy kocioł.
Sportowy Świat
Tam bywam nader często.
Tagi
![]()
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||