W obliczu postępującej fascynacji basketem spod znaku NBA i piłką kopaną, zacząłem płodzić grafomańskie wersety!
Czytelniku Drogi nalej sobie odrobinę i pozwól mi zająć
Twą wysublimowaną uwagę przez dosłownie chwilę ...
Nie mam ochoty dziś pisać o tym, kto z kim i za ile. Nie będę pisał o minionej kolejce w Ekstraklasie. Słowem nie wspomnę o 20 punktach Marcina Gortata i o NBA w kontekście żadnym, też nic nie napomknę. Nie będę rozczulał się nad sławnym mężem Izy Małysz, guzik obchodzi mnie termin wyborów parlamentarnych, a o dniu kobiet nie wspomnę już tym bardziej. Dla krewnych i znajomych dziś nie będzie tu miejsca. Żadnych wzmianek na temat Ligi Mistrzów, euro wpadek i zdjęć cheerleaderek Boston Celtics też tutaj dziś nikt nie uświadczy.
Manifestując swoje przywiązanie do miasta w którym spędziłem trochę lat, zamieszczam odświeżony kawałek Czerwonego Tulipana... Jakakolwiek argumentacja zbędna! Przemyślanego odsłuchu.