Wpisy z tagiem: Boston Celtics
czwartek, 17 maja 2012
Noc przyniosła niezwykłej urody zwycięstwo Celtów nad 76ers. Kevin i Paul ciągle w gazie i wszyscy doskonale wiedzą, że majem się zieleni... Dalej już bez zbędnych słów.
niedziela, 13 maja 2012
To lecimy z koksem. Za trzy kwadranse Celtowie zetrą się w heroicznym boju z 76ers i nie ma przebacz. To już półfinały na wschodnim wybrzeżu i atmosfera się zagęszcza... Słabość mam do takich momentów. NBA Babe!
wtorek, 03 kwietnia 2012
Boston Celtics to taka drużyna, która jak chce to może. Żadne Miami Heat i inne cudaczne ekipy z aspiracjami nie mogę mieć pewności, że starzy mistrzowie akurat są myślami przy posezonowym fishingu. W listach do redakcji konsekwentnie pytacie o liczbę punktów, którą minionej niedzieli zdobyły trufle z Florydy. Odpowiadam Wam naprędce. Radosny cyrk z "królem" na czele rzucił całe 72 punkty (słownie siedemdziesiąt dwa punkty)...
Celtics ewidentnie ostrzą szable na play-offs. Nie chciałbym po tym meczu wieszczyć spektakularnego finału konferencji z ich udziałem, ale czasem tak miło popuścić wodze fantazji. Każdy średnio rozgarnięty kibic ekipy z Bostonu, ma świadomość faktu, że niejaki Rajon Rondo swą prawdziwą wartość udowadnia właśnie w kolejnej fazie rozgrywek i zaczynam się poważnie zastanawiać gdzie leży kres jego możliwości. To triple-double Rajona (16 punktów, 14 asyst, 11 zbiórek) wykręcone na „LeBuffons” w bardzo poważnym stopniu mi zaimponowało. Defensywne usposobienie organizacji z Bostonu ciągle ma się świetnie. Tak w obronie mogą grać tylko mistrzowie i nie ma większego znaczenia, że są "old". Zatrzymać dumnych i przeświadczonych o własnej wyjątkowości Heat, na "bajecznych" 72 punktach (słownie siedemdziesięciu dwóch) jest wielkim wyczynem. I nawet Wade przepięknie zblokowany został przez Bradley’a… Eh. W obecnym sezonie, to była z całą pewnością, jedna z bardziej epickich historii w wykonaniu Celtów. Wyczuwam, że to jeszcze nie jest koniec.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Obserwując ich grę, człowiek nagle wspomina niedzielny, stylowy obiad u rodziców. Widzi przed oczami ten kotlet schabowy, który w złocistej panierce prezentuje się nader okazale. Słodkawo-kwaśny smak mizerii fantastycznie komponuje się ze szlachetnym ziemniakiem, a buraczki ze skraju talerza spoglądają na nas po przyjacielsku. Innego razu widząc ich poczynania podczas wyjazdowego spotkania z nie pamiętam kim (a może nie chcę pamiętać), uzmysłowiłem sobie, że mam do przeczytania podobno dobry kryminał pod wiele mówiącym tytułem „Prawnik z Lincolna” autorstwa niejakiego Michaela Connelly. Chyba już z wolna wnioskujecie, o jaką drużynę ze stanu Massachusetts chodzi, bo nie zadawałbym sobie trudu, by pisać felieton o Milwaukee Bucks… No chyba, że nagrodą byłby taki odświętny obiad, to wtedy napisałbym nawet rezolutną rozprawkę o zespole Seoul Samsung Thunders z koreańskiej ligi basketu zawodowego.
Przechodząc jednak do meritum musicie wiedzieć, że decydując się na zarwanie kolejnej nocy, by zobaczyć ich w akcji narażacie się na dość sporych rozmiarów rozczarowanie (dosadniej się nie wyrażę, a byłoby to wielce uzasadnione). Aktualnie „Zielony Gang”, który w moim sercu zajmuje dość szczególne miejsce z bilansem 6 zwycięstw i 9 porażek niebezpiecznie pikuje w okolice miejsc, zarezerwowanych przez lata całe dla ligowych lamusów. Czy to nieoczekiwana zniżka formy Boston Celtics, a może po prostu nie istnieje sposób, który gwarantowałby oszukanie przeznaczenia?
Chciałbym napisać coś w ten deseń. Spokojnie, nie przekreślajmy Mistrzów, nie obwieszczajmy przedwcześnie ich końca, to cały czas jest drużyna piekielnie groźna dla każdego i jeszcze zaskoczą. Doc Rivers jest doskonałym motywatorem i z całą pewnością odmieni bieg niekorzystnych wydarzeń. Pierce, Garnett i Allen wraz z całym bogactwem inwentarza opamiętają się w porę. Zagorzali fani tej organizacji wyczekują okoliczności, które ewidentnie powinny zacząć się urzeczywistniać. Wszystko zaczyna się zazębiać, a czas w momentach kryzysowych jest chyba najlepszym lekarstwem. Przecież drużyna, która w ubiegły sezonie poległa dopiero w półfinale konferencji, nie może zanotować tak drastycznej obniżki formy. Pierwsza piątka jest praktycznie bez zmian, doszli mocni rezerwowi, którzy są wzmocnieniem. Mistrzowie są wyrachowani, a braki w szybkości potrafią nadrobić dojrzałością i koszykarskim szelmostwem. To się tak nie skończy, to się tak nie może skończyć. Wszystkie składowe wskazują na dość pomyślną przyszłość.
Siląc się na obiektywizm w temacie wypada napisać jednak coś takiego. Basta, nazwijmy w końcu rzeczy po imieniu. Boston Celtics lata świetności mają już za sobą. Systematyczne reanimacje tego „zielonego trupa” nie przynoszą oczekiwanych efektów. Włodarze klubu muszą zdobyć się na rewolucyjne decyzje, pora na odmładzanie składu. Nikt nie ma patentu na długowieczność, a tym bardziej „Wielka Trójka”. Mistrzostwo z 2008 roku było ich szczytowym osiągnięciem, ale od tych radosnych momentów minęło już prawie 4 lata. Nadal mogą stanowić o sile drużyny, ale już częściej z ławki niż jako starterzy. Sukcesywne budowanie składu wokół Rajona Rondo ma przyszłość i to wszystko nie musi się skończyć taką zapaścią jak w latach 90. Maskowanie upływającego czasu jest kiepskim zabiegiem. Niewykluczone, że Celtowie będą musieli poświęcić sezon, by zbudować solidną odpowiedź na mocarstwową politykę kilku ekip na wschodzie. Gwiazdy Bostonu nie mogą opierać swej egzystencji na przezimowaniu rozgrywek regularnych, by na względnej świeżości po raz kolejny spróbować ugrać coś w fazie playoffs. Całkiem niedawna zdrowotna absencja Pierce'a pokazała bezradność drużyny w starciach z możnymi ligi. Obawiam się, że kolejne kontuzje pośród Celtów, które z racji meczowych obciążeń pewnie niechybnie się pojawią, równoznaczne są z rewolucyjnymi zmianami. Nie chcę wieszczyć najgorszego, ale w zaistniałej sytuacji niezwykle ciężko o jakikolwiek optymizm.
Nie będę silił się na rezolutne metafory względem „Zielonego Gangu”, ale nadchodzi to, czego wszyscy zorientowani w temacie się spodziewali! Danny Ainge jest menadżerem światłym i rozumnym, który zapewne od dłuższego już czasu, posiada odpowiedni plan na okoliczności, które właśnie zdają się mieć miejsce. Spekulacje transferowe w tym momencie są bezzasadne, ale możemy być pewni, że jeśli nawet nie Kevin Love, to ktoś perspektywiczny tej drużynie się niebawem przydarzy. Zespół z takimi tradycjami winien zostać odmładzany praktycznie w trybie natychmiastowym, a doświadczenie starych wilków powinno zostać należycie wykorzystane. Realia na Wschodzie są bezlitosne. Robi się bardzo ciasno, a nie wyobrażam sobie, by bostońską drużynę czekały teraz lata chude. Niedzielne obiady celebruję i smakują mi bardzo, ale nie zwykłem wspominać ich w środku tygodnia, a już na pewno nie za sprawą ulubionej drużyny. Reasumując moje wizjonerskie uniesienia rzucę mimochodem - „Let’s Go Celtics”.
niedziela, 25 grudnia 2011
Macie świadomość, że to dziś? Ja nadal nie mogę to uwierzyć, ale wreszcie zaczynamy. Kolejny sezon z karuzelą NBA rozpocznie się o godzinie 18, a później lawina zdarzeń potoczy się już samoistnie. Podobno czekanie na coś, co się zdarzyć musi wzmaga ciekawość. Nie tym razem jednak. Dość wyczekiwania i dywagowania. Nasza cierpliwość wreszcie zostanie nagrodzona, a ciekawość zaspokojona. Magia Moi Drodzy, magia się będzie działa! Ja sprzyjam wiadomo komu, ale z wielką frajdą będę obserwował cały ten koszykarski cyrk. NBA is back!
Już czas...
niedziela, 18 grudnia 2011
Boston Celtics właśnie zgrywa szyki w meczu przedsezonowym z Toronto Raptors. Póki co zupełnie nieźle to wygląda. Choć spotkanie ma wybitnie "letni" charakter to świadomość, że liga rusza już w Boże Narodzenie potrafi uskrzydlić kibicowskie serce! Ave! Kwarta numer 3 rusza, cisza!
sobota, 10 grudnia 2011
Fani NBA nie śpią. Za 15 dni sezon ruszy na całego i kolejne zarwane noce znów staną się faktem. W ramach treningu, aplikuję sobie "dożylnie" konfrontację Miami Heat vs. Boston Celtics (maj 2011, game 5, półfinał Konferencji Wschodniej). Głos Wojtka Michałowicza mym nocnym przewodnikiem...
Jak co roku, bez względu na okoliczności, kibicujemy Celtom i żaden Chris Paul w Lakers, a już tym bardziej Dwight Howard w Bulls tego nie zmienią! To będzie ekscytujący sezon, a i Marcin "Polish Hammer" Gortat jest podobnego zdania! Czym byłoby życie bez ligi NBA?
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Szybka wrzuta gdyż aura za oknem wymarzona na wielkanocny basket. Boston Celtics przejechało się po New York Knikcs i bez większej historii zwyciężyło serię 4-0. Spodziewałem się dość wyrównanej rywalizacji, a tu proszę. Doc Rivers bardzo umiejętnie to wszystko rozegrał i teraz Celtowie mają kilka dni na regenerację starych kości. Miami Heat po dzisiejszej porażce z Philadelphia 76 czeka jeszcze conajmniej jeden mecz i pierwszy półfinał na wschodzie będzie znamienity. Celtics zweryfikują marzenia Heat o mistrzowskich pierścieniach...
Nie tym razem Spike, nie tym razem...
czwartek, 24 marca 2011
Minionej nocy Celtowie dość niespodziewanie polegli w starciu z Memphis Grizzlies. Sezon regularny zmierza ku końcowi i w obozie Zielonych można już dostrzec oszczędzanie sił na decydujące momenty walki o mistrzowskie pierścienie. Playoff wszakże rządzą się swoimi prawami i ciężar gatunkowy rozgrywanych spotkań jest już znacznie większy. W oczekiwaniu na kolejny mecz chciałbym skierować Waszą uwagę na pierwiastek estetyczny, który winien występować w naszym życiu częściej niż często...
Oto kobiety, którym niezwykle do twarzy jest w zielonym...
Jeśli coś nie przypadło Ci do gustu to zgłoś się po poradę do bioenergoterapeuty!
poniedziałek, 21 lutego 2011
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Autor bloga.
Blogi, które robią mi dobrze.
Czytając tego bloga musisz wiedzieć, że:
Konkret meila napisz do mnie może.
Poopcooolturowy kocioł.
Sportowy Świat
Tam bywam nader często.
Tagi
![]()
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||