W obliczu postępującej fascynacji basketem spod znaku NBA i piłką kopaną, zacząłem płodzić grafomańskie wersety!
Czytelniku Drogi nalej sobie odrobinę i pozwól mi zająć
Twą wysublimowaną uwagę przez dosłownie chwilę ...
Dobra. Nie samym NBA i EuroBasketem człowiek żyje (PLK zresztą czasami też). Już dawno miałem poczynić kilka słów na pewien temat bo o inicjatywach tworzonych z pasją trzeba wieść głosić na lewo i prawo. A jeśli mamy czerpać wzorce w organizacji pewnych przedsięwzięć to tylko od najlepszych...
Każdy szanujący się kibic koszykówki ma świadomość tego, że od kilku lat u stóp wieży Eiffla, czyli nie w Londynie, odbywa się pewna szaleńcza impreza o nazwie Quai 54. W tym roku w dniach 25-26 czerwca z różnych stron świata zjechali się miłośnicy dyscypliny by dać upust swym sportowym żądzom. Oczywiście nie miałem przyjemności przeżyć największej przygody swego życia, ale z wielką uwagą śledziłem te wszystkie radosne ekscesy za sprawą łączy rozmaitych. Gościem turnieju był niejaki Ray "Sugar" Allen, który jest twarzą marki Jordan, a ta oczywiście była głównym prowodyrem zdarzeń. Wszystko utrzymane w konwencji "show must go on" i to jest chyba w tym całym ambarasie najpiękniejsze.
Odsyłam Was do emocjonalnej relacji z imprezy niejakiego Kacpra Lachowicza, który miał wielką sposobność przybić piątala z Allenem i chłonąć to wszystko całym sobą! Jego artykuł pojawił się w sierpniowym wydaniu MVP i nie możecie tego przegapić!