Wpisy z tagiem: the finals
sobota, 11 czerwca 2011
Mavericks trafiają 13 z 19 rzutów za trzy i po swym najlepszym meczu tych finałów księgują na swym koncie 3 wygraną. 112-103 dla Dallas i ze stanu 2-1 dla Heat mamy 3-2 dla drużyny z miasta Chucka Norrisa vel Strażnika Teksasu. Rywalizacja przenosi się na słoneczną Florydę i są racjonalne przesłanki by to lato zostało uratowane.
środa, 08 czerwca 2011
W finałowej rywalizacji wszystko mającej ligi NBA mamy 2-2! Z wielkim niepokojem spoglądałem dzisiejszego ranka w telefon by zweryfikować swoje przewidywania co do gry numer 4. Kolejny mecz na styk niemniej tym razem szczęście dopisało Mavericks 86-83 i bój trwa dalej. Gra numer 5 nadal w Dallas i nic nie jest przesądzone! Jeśli Dirk i spółka wygrają ten mecz to pozostanie już tylko dopełnić dzieła zniszczenia na Florydzie...
8 punktów "Króla" w dzisiejszym meczu! Jaki zespół taki "Król"...
Dziś dopiero udało mi się obejrzeć tegoroczne finałowe intro i przyznam, że potrafi wprawić w zachwyt. Patetycznie, komercyjnie i w amerykańskim stylu, ale za to przecież kochamy tę magicznie usposobioną ligę!
piątek, 03 czerwca 2011
Iloma punktami na 5 minut do końca meczu może przegrywać Dallas Mavericks by Dirk i jego wierni, teksańscy kompanioni przestali wierzyć w pomyślne zakończenie? Nieprawdopodobna to okoliczność. Ledwo zdążyliśmy oswoić się z takim scenariuszem podczas meczu z Oklahomą, a znów Mavs zaserwowali nam taką skuteczną pogoń. Pogoń nawet efektowniejszą niż z Thunder (tam dokonali dzieła zniszczenia „dopiero” w dogrywce) bo osiągnęli wygraną w regulaminowym czasie gry nad rzekomym i jakże osławionym pretendentem do tytułu. I żeby Niemiec takie rzeczy?
A jak było? Eee tam, nic w sumie specjalnego. 360 sekund do końca spotkania, gospodarze spotkania prowadzą 88-73 i miejscowi kibice już myślą, że druga bezproblemowa wygrana staje się faktem, a konsekwencje dla Heat z tego tytułu bardzo przyjemne… Fuck, myślę sobie, jakim prawem. Co się dzieje dalej? Eee tam, w sumie nic szczególnego. Run 20-2 w wykonaniu Dallas i „dream team” z Florydy miał już mówiąc kolokwialnie w gaciach. Sucreble! Dirk serwuje nam trójeczkę i jest 90-93, a widok min zawodników Miami wprost bezcenny. Taka pogoń i to w meczu o takim ciężarze gatunkowym, wow -myślę sobie. Żeby tego było mało jest 26 sekund do końca, a Chalmers wyrównuje stan meczu trójką i nadzieja wstępuje w serca miejscowych. Po pierwszym meczu w Miami byłem bardziej niż rozczarowany, a przed drugim miałem dość pokaźnych rozmiarów obawy bo i Novitzki z mini kontuzją etc. No ale to było przed meczem. Tymczasem na zegarze 24 sekundy z groszem i piłka dla gości, akcja z opcją grania do samego końca. Wtedy nikt nie myślał już o tym co było, liczyło się tylko tu i teraz. Stało się, a Dirk jak nóż w masło wjechał w Krzyśka Bosza i 93-95. W ostatnich 3 sekundach Wade liznął jeszcze trójką obręcz i po zawodach. Najbardziej frajerska porażka sezonu Heat stała się faktem. Nieprawdopodobne stało się rzeczywistością.
A w Dallas pierwiastek gwiazdorski będzie miał o wiele trudniej, czego Wam i sobie życzę. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Autor bloga.
Blogi, które robią mi dobrze.
Czytając tego bloga musisz wiedzieć, że:
Konkret meila napisz do mnie może.
Poopcooolturowy kocioł.
Sportowy Świat
Tam bywam nader często.
Tagi
![]()
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||