W obliczu postępującej fascynacji basketem spod znaku NBA i piłką kopaną, zacząłem płodzić grafomańskie wersety!
Czytelniku Drogi nalej sobie odrobinę i pozwól mi zająć
Twą wysublimowaną uwagę przez dosłownie chwilę ...
Zaaferowany radosnymi wyczynami „utalentowanej świty” Franciszka Smudy i wczesno wiosennym podrygami w rozmaitym natężeniu, zupełnie przeoczyłem coś niezwykle ważnego. Jakiś czas temu podczas emocjonującego meczu w hiszpańskiej lidze, pewien rezolutny komentator za sprawą końcówki rodem z meczu All Star, popełnił najogólniej rzecz ujmując coś na kształt werbalnego szczytowania.
My, Polacy mając przecież niezgorszych sprawozdawców sportowych, nie powinniśmy być zaskoczeni taką eskalacją emocji, a jednak. Ekspresyjne zachowania pewnych nacji z południa Europy są zupełnie znane, ale to co się wydarzyło może wywołać prawdziwy entuzjazm. Niezwykle intrygujący musiał być obraz tego dziennikarza w bezgranicznym zapomnieniu… Można mu się jednak dziwić? Dogrywka, 40 sekund do końca meczu, rzuty za 3 z 9 metrów, banały w sumie.
Ktoś może zarzucić mi, że to już obiegło cały świat i serwuję jakieś tam „odgrzewane kotlety’’, ale prawdziwych, szczerych ludzkich emocji nigdy za wiele w naszej powściągliwej szerokości geograficznej. Kobietom, które tak usilnie walczą z wiatrakami, piętnując nasze sportowo-kanapowe pasje zadam pytanie następujące --->>> Czy istnieje jakikolwiek serial, który jest w stanie dostarczyć tak życiodajnej adrenaliny?