W obliczu postępującej fascynacji basketem spod znaku NBA i piłką kopaną, zacząłem płodzić grafomańskie wersety!
Czytelniku Drogi nalej sobie odrobinę i pozwól mi zająć
Twą wysublimowaną uwagę przez dosłownie chwilę ...
Proszę bardzo, spotkanie z dzisiejszej nocy powinno posłużyć jako przykład wymownej głupoty. Miami Heat podejmowało na własnym terenie Jazzmanów ze stanu Utah. W drugiej połowie gospodarze prowadzili nawet 22 punktami (dacie wiarę?). Na 30 sekund do końca meczu ten pseudo mini Dream Team prowadził nie 2, nie 4, nie 6 punktami. Przewaga 8 punktów to zupełnie solidna zaliczka, ale nie w NBA! Czymże jest wiara w sukces? Końcówka bajka, 3 trojki Millsapa, 1 trójka Williamsa, cuda na kiju bo to wszystko w ciągu 30 sekund. Jak się skończyło? Niejaki Paul Millsap dobija rzut kolegi i mamy dogrywkę, a co było dalej? Skrót poniżej do obejrzenia bo to wciąż nieprawdopodobne!
Wade zdobył swoje, ten drugi nieco mniej, ale zaliczył triple double, reszta też coś tam skrobnęła, na Utah jednak to było o wiele za mało! Lekcja pokory dla Miami z czego się bardzo cieszę! I love this game! Genialny mecz i przyznam, że tak szaleńczej pogoni zakończonej happy endem dawno nie widziałem.
A niejaki Paul Millsap rzucił 46pkt (chyba życiówka)! Panie, Panowie Utah Jazz!!! I za tą nieprzewidywalność kochamy NBA!