Wpisy z tagiem: Fc Nankatsu
poniedziałek, 07 lutego 2011
Wirus grypy bez pardonu drąży me ciało. Ręce roztrzęsione, wzrok rozbiegany, ciepły napój w kubku, który nijak przypomina smakiem złocisty, życiodajny trunek. W radio debata na temat karnawałowych szaleństw w Egipcie. Polska kadra wczorajszego wieczoru pięknie "wyeksponowała" braki w rzemiośle piłkarskim silnej i zawsze "groźnej" reprezentacji Mołdawii. Za oknem aura rodem z londyńskich slumsów, tylko zimno i pada na tym końcu europy, a waluta to polski złoty.
Bo o Kapitanie Tsubasa będzie to wzmianka. Tsubasa Ozora to młody, utalentowany piłkarz, który w piłkarskiej drużynie FC Nankatsu przeżywa przygody, których każdy młodociany chciałby być uczestnikiem. Kapitan Jastrząb (tak również był tytułowany) nie bał się żadnego rywala, a swym boiskowym zachowaniem sprawił, że najpierw azjatycka część świata nosiła skarpetki i majtki z jego podobizną, a później w ślad za skośnookimi poszła Europa i obie Ameryki. Może i nawet zawadiacko usposobieni Egipcjanie o nim słyszeli. Tak właśnie, to Kapitan Tsubasa swą aparycją wyznaczał kanony piłkarskiej mody w połowie lat 90. Bystre oko, kruczoczarne, gęste, zaczesane na bok włosięta, smukła sylwetka i dopasowany trykot ukochanej drużyny. Tak winien prezentować się prawdziwy soccer player w tamtej dekadzie. Na polskich kartofliskach nasz bohater znalazł naśladowców w osobach Sławomira Majaka, Sylwestra Czereszewskiego czy choćby Cezarego Kucharskiego (tutaj w wersji podpalany szatyn). To Tsubasa był zawsze tam gdzie być powinien, skuteczny lider drużyny, fantastyczny przyjaciel dla kolegów z teamu, dla rywali koszmar i okrutne wyzwanie. Zestaw jego trików, zwodów, powietrznych ewolucji sprawiał, że przeciwnicy głupieli, a publika szalała ze wszech miar. Polskie łąki zapełniały się młodymi adeptami piłkarstwa, którzy nie bacząc na wiotkie kończyny, konsekwentnie próbowali wzbić się w powietrze i wylądować bezpiecznie nie łamiąc sobie tego i owego. Kapitan Tsubasa odmieniał ludzkie losy. Sprawiał, że na 30 minut przed kolorowym telewizorem marki Curtis, stawaliśmy się częścią jego barwnej rzeczywistości. Lekcje nie odrobione, obiad nie zjedzony, higiena osobista w lesie, a my zahipnotyzowani nie bacząc na konsekwencje żyliśmy jego przygodami. Gdy na szklanym ekranie Tsubasa popełniał kolejnego poczwórnego tulupa z potrójnym rittbergerem, zakończonego strzałem w okienko, życie na ulicach pośród małoletnich zamierało. Epickie piłkarskie pojedynki, walki trwające kilkadziesiąt odcinków, zagrania niszczące swym pięknem całą piłkarską planetę. Każdy chłopiec musiał to obejrzeć by stać się częścią tego świata. Przygody Tsubasy i jego drużyny były jak gra polskiej reprezentacji na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie wymieszana z Karate Kid i polana sosem fantasy.
Wspominana przeze mnie opowiastka niosła za sobą bardzo ważny pierwiastek wychowawczy. Przygody naszego herosa traktowały o przyjaźni, przemycały uniwersalny kodeks moralny przydatny tu i ówdzie, uczyły sportowej rywalizacji, ale nigdy za wszelką cenę. Z perspektywy upływającego czasu zaczynam dostrzegać te wartości kreskówki, które kiedyś miały nieco większe znaczenie bo i postrzeganie świata było zupełnie inne. Rodzic nie wybierał animowanych pozycji do oglądania, bo raz, że zagrożenie brutalnością oferowaną przez telewizje było mniejsze, a dwa że to głównie sport kształtował ówczesną chłopięcą wyobraźnię. Całe rzesze dzisiejszych dwudziestoparolatków pewnie utożsamiają się z tymi fantastycznymi wspomnieniami z Kapitanem Tsubasą w roli głównej. Jestem pewien również, że gdyby jakaś telewizja zaserwowała nam emisję tego serialu raz jeszcze, to zrobiłoby nam się na cieplej na serduchu. Choć bohaterów naszej młodości było wielu i mógłbym popełnić jeszcze dwa tuziny takich wpisów to jednak przygody tej piłkarskiej wiary wspominam szczególnie miło. Później zdarzyły się mecze Legii i Widzewa w Lidze Mistrzów, narodowa Citkomania, mundial we Francji i te tsubasowe story jakoś ciekawie nam się komponowały z zastaną rzeczywistością. Bo człowiek mimo spraw bieżących i absorbujących jest tworem nostalgicznym…
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Autor bloga.
Blogi, które robią mi dobrze.
Czytając tego bloga musisz wiedzieć, że:
Konkret meila napisz do mnie może.
Poopcooolturowy kocioł.
Sportowy Świat
Tam bywam nader często.
Tagi
![]()
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||