W obliczu postępującej fascynacji basketem spod znaku NBA i piłką kopaną, zacząłem płodzić grafomańskie wersety!
Czytelniku Drogi nalej sobie odrobinę i pozwól mi zająć
Twą wysublimowaną uwagę przez dosłownie chwilę ...
Nadal nie potrafię uwierzyć w cuda, które działy się minionego wieczoru na Camp Nou, a przecież do świąt jeszcze ponad 3 tygodnie. Moje zdumienie nie jest podyktowane zwycięstwem Barcelony bo takie rozstrzygnięcie przewidywałem, ale rozmiary wygranej należą już do mega sensacji.
Gdy 2 maja 2009 roku Barcelona upokorzyła Real na Santiago Bernabeu 6-2 twierdziłem, że większej klęski klub z Madrytu chyba nie może doznać. Twierdziłem tak do wczorajszego meczu bo to co widzieliśmy przeszło najśmielsze wyobrażenia nawet najbardziej zagorzałych sympatyków Barcy. Real na kolanach, Real upodlony i sponiewierany przez największego rywala, bolesna lekcja pokory dla Jose Mourinho, boski Cristiano zszedł na ziemię... Nieprawdopodobna to historia. Byliśmy świadkami zapisywania się przepięknej karty w historii katalońskiego klubu. Finezja i zespołowość pokonały pychę i gwiazdorskie naleciałości wiadomo kogo! Ten mecz będziemy wspominać latami !
Gdy Blaugrana tydzień wcześniej rozgromiła Almerię 8-0 niejaki Cristiano z właściwą dla siebie butą stwierdził, że na pewno Real nie pozwoli sobie na wbicie 8 goli w Gran Derbi... Ośmiu goli Barcelona nie zaaplikowała Krulewskim (celowo z ortem) to fakt !!
Jose który wielkim trenerem jest niewątpliwie, winien chyba zmienić pseudonim ''The Special One'' na ''The Special Five'' ! Walka o mistrzowską koronę w La Liga zapowiada się wręcz pasjonująco.
A na deser te 5 soczystych bramek choć trzeba przyznać, że to najniższy wymiar kary.